꧁༺ 𝓢𝔃𝓪𝓵𝓸𝓷𝓪 𝓚𝓸𝔃𝓪 ༻꧂

Turnieje międzynarodowe
Cechy 2020

W tym roku sezon bocciowi zaczął się pół roku później od towarzyskich zawodów w Havirovie w Czechach, które odbyły się 11-13.09.2020r. 

W drogę wyruszyliśmy już 10.09 do Ostravy, gdzie był nasz hotel, Quality Hotel był bardzo przyjazny dla oka, ponieważ dominowała tam zieleń. Jeden minus tego hotelu był taki, że trzeba były wymontować drzwi od łazienki, żebym mogła dostać się do ubikacji. Za to śniadania były pyszne. Hala w Havirovie była mała, ale za to wg mnie w miarę równa podłoga. Tylko były 2 minusy - catering na hali i brak darmowej wody dla zawodników. 

W piątek graliśmy mecze drużynowe. Moja drużyna była złożona z Wojtka Lamcha, Antoniego Kołodziennego i ja w roli kapitana. Dzień wcześniej omówiliśmy nasze miejsca na boisku. Rano na rozgrzewce były próby gry w różnych częściach boiska i na różnych odległościach. Pierwszy mecz graliśmy z drużyną z Pragi. Pierwsze 2 endy przegraliśmy po 1 punkcie. 3, 4 i 5 wygraliśmy. Jednak mega emocjonujący był ostatni end. Prowadziliśmy wtedy 4 punktami, jednak bile w ogóle nas nie słuchały. W ogóle nie próbowały blokować i omijały białą. Na szczęście bile przeciwników też robiły podobne i przeciwnicy zdobyli tylko 3 punkty. Ten mecz zakończył się z wynikiem 6:5 dla nas. 2 mecz zagraliśmy z drużyną Havirova. Oni tylko wygrali 2 endy zdobywając 3 punkty. Pozostałe endy należały do nas. W tym meczu super nam się współpracowało. Bile też nas słuchały. To spotkanie zakończyło się wynikiem 10:3 dla nas. Najgorszy dla nas okazał się ostatni mecz z reprezentacją Czech. Nic nam nie szło, oni wykorzystywali nasze błędy. Bez trudu nas pokonali. Ten mecz Czechy wygrały z wynikiem 7:1. Po tym meczu okazało się, że Polska zajęła 3 miejsce. Zabrakło nam 2 punktów, żeby zdobyć 2 miejsce. 

W sobotę natomiast grałam mecze indywidualne. O 9:00 rano grali moi przeciwnicy, więc dzień zaczęłam od ich obserwacji. Razem z Grzegorzem umówiliśmy umiejętności ich gry. Pierwszy mecz zagrałam z Blaźkovą czerwonymi bilami. W pierwszym endzie biała stanęła mi na kawałku linii pola martwego, więc Blaźkowa przejęła jacka. O dziwo w ogóle się z tym nie przejęłam i zdobyłam 1 punkt. W 2 jej endzie udało mi się zdobyć 2 punkty. W 3 endzie, który należał do mnie, już nie popełniłam tego błędu, co w pierwszym endzie i dalej wyrzuciłam białą. Blaźkova tym razem skuteczne mnie zablokowała, więc nie chciałam ryzykować utraty punktu. Wolałam zadowolić się 1 punktem niż przegrać 2-3 punktami. No i dobrze zrobiłam, bo w ostatnim endzie mimo mojej małej blokady, Blaźkova zdobyła 3 punkty. Ten mecz wygrałam wynikiem 4:3. Kolejny mecz zagrałam z Medet. Medet wybrał sobie bile czerwone, więc mi przypadły niebieskie. Kiedyś taki wybór zdenerwowałby mnie, a teraz luz. Tylko 1 end wygrał, zdobywając 1, honorowy punkt. A reszta endów należała do mnie. Nawet omijałam blokady jego. Zwycięstwo było duże, bo 6:1 dla mnie. Wyszłam z grupy z pierwszego miejsca i w rozgrywce 1/4 trafiłam na Curinovą. Szczerze, to czasem nie warto wyjść z grupy z pierwszego miejsca. Tym razem grałam czerwonymi. Moje endy mi się podobały, bo od razu kleiłam do białej. Tylko Curinova tak mnie blokowała, że tylko zdobywałam 1 punkt. W 2 endzie Curinova rzuciła białą na prawie 10 metr i moje bile uciekały od jej jacka. Wtedy zdobyła 3 punkty. A w ostatnim endzie ostatnią bilą zdobyła kolejny punkt i wygrywając całe spotkanie wynikiem 4:2, czym odpadłam z kolejnych rozgrywek. Jednak jestem zadowolona z tego meczu, ponieważ potrafiłam opanować stres i zachować spokój. 

\W niedzielę już nie grałam, więc razem zostałyśmy w hotelu. Spokojne spakowałyśmy się i jadłyśmy śniadanie. Następne trochę zwiedziłyśmy okolicę i Browar w Ostravie. Znalazłyśmy także czołg. O 12:30 wróciłyśmy na halę, żeby zjeść obiad i wziąć udział w ceremonii medalowej, jako brązowa drużyna. W końcu dziewczyny lubią brąz ;) Po ceremonii zapakowaliśmy się do autobusu i powrót do domu.